N

Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że niezależnie od wykonywanej fotografii, która zazwyczaj odbywa się na czyjeś zlecenie, prawo twórcy do wynagrodzenia za korzystanie z utworu jest jednym z trzech głównych elementów składających się na autorskie prawa majątkowe.

Zdarzają się osoby, które z różnych względów nie podpisują umów i zdarza się także, że są przez zleceniodawców preferowane. Nie jest to kwestia ceny. Niezależnie od tego, czy wykonujemy sesję na rzecz osoby prywatnej (ślub, chrzciny, sprzedaż samochodu), czy firmy lub mikrofirmy (fotografia wykonawcza realizacji wnętrz) to umowa powinna być podpisana z jednego podstawowego powodu – chroni obie strony przed bezmyślnym kopiowaniem czyjejś pracy.

Każdy twórca ma wyłączne prawo do wynagrodzenia za korzystanie z utworu

Czym jest prawo autorskie? „Jest to uprawnienie twórcy do korzystania z utworu jako wyłączne, skuteczne względem wszystkich prawo do decydowania o każdej formie korzystania z niego oraz do wynagrodzenia za to korzystanie. Warto zauważyć, że taka definicja majątkowego prawa autorskiego jest zbliżona do definicji prawa własności, które uważa się za zapewniające najsilniejszą znaną prawu ochronę osoby uprawnionej.” [źródło: fotoprawo.pl]

W związku z tym jeżeli z podpisanej umowy nie wynika, że licencjodawca przeniósł autorskie prawa majątkowych lub udzielił licencji nieodpłatnie, to przysługuje mu prawo do wynagrodzenia.

To, czy takie wynagrodzenie będzie wliczone w cenę, czy będzie wyszczególnione oddzielnie zależy tylko i wyłącznie od fotografa.

Fotografowi przysługuje prawo do wynagrodzenia za odsprzedaż zawodową oryginałów

Sprzedajesz swoje zdjęcie, bo ktoś docenił Twój talent, ale ma większy zasięg niż Ty. Podpisujesz z nim umowę na odsprzedaż praw autorskich i otrzymujesz za to wynagrodzenie. Można rzecz, że jesteś zadowolony. Wilk syty i owca cała. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że ustawa o prawie autorskim z 1994 roku stanowi, że masz nadal prawo do ułamka ceny osiągniętej przez oryginalny egzemplarz utworu przy każdej kolejnej odsprzedaży dokonanej w obrocie profesjonalnym. Co więcej, prawo to nie podlega zbyciu ani zrzeczeniu i trwa jeszcze przez 70 lat po śmierci twórcy tak, że zyski z jego twórczości mogą czerpać spadkobiercy. Oczywiście są pewne zasady, co do których to prawo działa i nie zawsze jest tak kolorowo jak się wydaje, ale warto się temu prawu przyjrzeć bliżej.

Pola eksploatacji – dodatkowa szansa na wynagrodzenie

Spotkałam się niedawno z przypadkiem, że mojemu potencjalnemu klientowi nie spodobał się zdefiniowany przeze mnie obszar eksploatacji i zarzucił mi, że umowa jest nieuczciwa. Nie wgłębiając się w szczegóły mojej przygody podkreślić należy, że pola eksploatacji to miejsce w umowie, gdzie możemy jasno określić warunki, na których oddajemy zdjęcie w czyjeś ręce. I będę to powtarzać do znudzenia, że umowa chroni zarówno licencjobiorcę, jak i licencjodawcę.

Weźmy za przykład fotografię realizacji architekta wnętrz. Licencjobiorca (architekt wnętrz) zleca wykonanie fotografii wnętrz celem umieszczenia ich, w ramach promocji własnego wizerunku, na portalu społecznościowym. Niestety niewiele osób wie, że zgodnie z punktem 2.1 regulaminu Facebooka użytkownik, zatwierdzając regulamin, przyznaje Facebookowi niewyłączną, zbywalną, obejmującą prawo do udzielania sublicencji, bezpłatną światową licencję, zezwalającą na wykorzystanie wszelkich treści objętych prawem własności intelektualnej publikowanych przez niego w ramach serwisu Facebook lub w związku z nim. Licencja ta wygasa wraz z usunięciem przez użytkownika treści objętych prawami własności intelektualnej lub konta, o ile treści nie zostały udostępnione innych osobom, które ich nie usunęły.

Niejeden pomyśli, że jest to dla fotografa świetna reklama, że zdjęcia „pójdą w świat”. Zgadzam się, ale tylko i wyłącznie jeśli będzie gdzieś jakakolwiek wzmianka kto wykonał zdjęcia. Nie mamy się co łudzić, że w świecie, gdzie Facebook jest nadal najlepszym źródłem promocji nasze zdjęcia na każdym etapie będą podpisywane. Oczywiście, że nie. Dlatego warto, w moim mniemaniu, umieszczać na nich swój znak wodny, który da nam poczucie bycia w pewnym stopniu chronionym. Być może osoba kopiująca zdjęcie będzie na tyle leniwa, że nie pomyśli, aby usunąć znak wodny. Jest jednak szansa, że nawet jeśli nasze zdjęcia będą krążyć po sieci to będzie wiadomo, kto je wykonał.

To samo tyczy się znaku wodnego licencjobiorcy, na przykład wspomnianego architekta wnętrz. Warto jego znak wodny umieścić obok swojego z tych samych powodów. I warto o tym wspominać w kontakcie z klientem, aby dać mu poczucie, że gramy do jednej bramki.

Pola eksploatacji chronią twórcę w zakresie wykorzystywania jego dzieła. Jeśli bowiem okaże się, że licencjobiorca potrzebuje wykorzystywać fotografie w szerszym zakresie, konieczne będzie zawarcie dodatkowej umowy, a tym samym otrzymanie dodatkowego wynagrodzenia i poszerzenie pól eksploatacji. Zakładając, że przy podpisywaniu pierwszej umowy nie umówiliśmy się inaczej, to przysługuje nam odrębne wynagrodzenie za korzystanie z fotografii na każdym odrębnym polu eksploatacji. Warto takie kwestie definiować w polach eksploatacji i pamiętać o tym w toku ewentualnych późniejszych renegocjacji.

Umowa chroni obie strony

Zawsze powtarzam, że ten kto nie podpisuje umowy nie szanuje swojej pracy. Mi też się w przeszłości zdarzyło nie podpisywać umów. Jednak w toku późniejszych wydarzeń bardzo tego żałowałam, bo było mi dużo ciężej, jeśli w ogóle się to udawało, dochodzić swoich praw. Praw jako autora pracy.

There are no comments